Izabella Nowotny

Pani Jaśminowa – niezwykła kobieta, która po latach pracy w holenderskim koncernie Philipsa odnalazła azyl w Nałęczowie. Z pasją robi wszystko, co uzna za interesujące. Założycielka uroczej Kawiarni-Galerii „Jaśminowa” ukrytej niegdyś wśród zieleni na wzgórzu. „Kiedy zamieszkałam w jaśminach odczułam nieprzepartą chęć udostępnienia tego cudownego miejsca tym wszystkim, którzy tak jak ja potrafią docenić jego nieprzeciętny urok, panującą tu harmonię i porządek rzeczy”. Tu powstała ciekawa i oryginalna plenerowa galeria fotografii współczesnej. Członkini zarządu Lokalnej Organizacji Turystycznej „Kraina Lessowych Wąwozów”. Współautorka i wydawca publikacji :Oblicza Nałęczowa, Sezon na Nałęczów, Pamiętnik Nałęczowski, Z kredensu Izabelli. Obecnie realizuje swoja kreatywność prowadząc blog https://www.70latki.pl

https://www.naleczow.com.pl/wiadomosci/ludzie/911-pani-jasminowa.html

Izabella Nowotny

W poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi zajechałam pewnego sierpniowego popołudnia do Nałęczowa. I, jak wielu innych, zostałam. Zadecydował o tym nie tylko urok miasteczka – piękna architektura, wąwozy, ale i genius loci – dobry duch miejsca. Nie od razu miałam tego świadomość. Ale jak inaczej wytłumaczyć, że to właśnie w Nałęczowie urzeczywistniłam swoje utopie, mrzonki, które narastały we mnie przez lata, które tu przywiozłam ze świata, a których tam, w świecie nie zrealizowałam.

Pracując jako inżynier elektronik w dużej korporacji, kiedy już okrzepłam i nabrałam doświadczenia zaczęłam marzyć o samodzielnej działalności gospodarczej, ale jakiej? Pomysł przyszedł w Nałęczowie – kawiarenka w zacisznym miejscu, „Jaśminowa”, oaza spokoju i relaksu dla strudzonych wielkim miastem. Co to ma wspólnego z elektroniką – może nic, ale znajomość reguł zarządzania projektami i zasady wprowadzania innowacji produktu bardzo mi się przydały. Nie było, nie ma i kto wie czy kiedyś będzie w Nałęczowie i dalszej okolicy taki kajmaczek, takie naleweczki jak w Jaśminowej. Skąd ta zuchwałość? Bo do tego potrzebna jest babcina receptura, ręka, moja ręka i wsparcie genius loci.


Kolejną mrzonką był pomysł galerii plenerowej. W maju 1996 roku spędziłam wakacje na Lazurowym Wybrzeżu. Szwendając się (samochodem) po okolicy trafiłam do miasteczka Saint-Paul, do galerii prowadzonej przez Fundację Marguerite i Aime Maeght. To niezwykła galeria, między tymiankiem i rozmarynem, na 6 hektarach, w sercu Prowansji. Aime Maeght, paryski marszand miał doświadczenie, zbiory, fundusze i wielu zaprzyjaźnionych artystów, wszystkich wielkich lat czterdziestych, pięćdziesiątych, sześćdziesiątych. Dla siebie i dla nich stworzył tę galerię, po części we wnętrzach, w dużej mierze plenerową. Nie rzadko obiekty były kreowane pod ten plener. Byłam zauroczona, od tego czasu marzyłam o stworzeniu galerii plenerowej. Nie miałam ani pleneru, ani takich pieniędzy, ani zaprzyjaźnionych artystów. A jednak. Pewnego dnia, w Nałęczowie, zdałam sobie sprawę, że moja zalesiona działka na zboczu wąwozu nie ma co prawda 6 ha, ale 2400 m2 też byłoby warte zachodu. Przyszedł mi też pomysł na obiekty sztuki – fotografia artystyczna drukowana na banerze bądź folii, zarówno odporna na nasze warunki pogodowe, jak i w zasięgu mojego portfela. Powstała jedyna w swoim rodzaju plenerowa galeria fotografii, różniąca się od tych na płotach tym, że nie była na płocie. Pierwsza wystawa pt. „Woda” została otwarta w kwietniu 2007.


W 2008 roku Nałęczów obchodził 100-lecie Szkoły Ziemianek. Tak się złożyło, że w archiwum, w bibliotece miejskiej, znajduje się spora ilość zdjęć z lat 1908 – 1936. Jednym z punktów obchodów miała być wystawa poświęcona szkole, jednak Nałęczów nie posiadał, i nie posiada odpowiednich pomieszczeń na wyeksponowanie takiej wystawy. Mając już doświadczenie zaproponowałam wersję plenerową i razem z panią Wiesławą Dobrowolską-Łuszczyńską, autorką pomysłu i scenariusza, zrealizowałyśmy pierwszą wystawę przed budynkiem gminy. Ówczesny Burmistrz zgodził się na to miejsce. Do dziś jest ono wykorzystywane pod kolejne wystawy, zazwyczaj wspomnieniowe. Jak widać genius loci czuwał.

Interesuje mnie sztuka użytkowa, zamiłowanie, które zaowocowało jeszcze jednym obiektem na terenie Nałęczowa – poręczami przy schodach do Kościoła rektoralnego pw. Św. Karola Boromeusza. Inspiracją były prace Diego Giacometti, wykonał je świetny mistrz kowalski ziemi radomskiej Mirosław Jakubiak.


Ostatnio, po kilkudziesięciu latach powróciłam do pisania, które sprawia mi ogromną przyjemność. Od ponad trzech lat prowadzę bloga literackiego, którego ilustruję własnymi rysuneczkami. I choć jego nazwa jest: www.70latki.pl, to w żadnym wypadku nie adresuję wyłącznie seniorów.


Nie wiem, czy genius loci szykuje mi następne zadania, spokojnie czekam, może się znów ujawni. Zresztą nie jestem jedyną, która odczuła wpływy dobrego ducha Nałęczowa. Doświadczają go też inni, również autorzy wpisów do „Szuflady pamięci”.